1. "Jak to było na początku..."
Przenieśmy się 4 lata wstecz. Ja i Anka dwie najlepsze przyjaciółki. Wszystko super... nasz idealny niezaburzony, mały świat. Kilku potencjalnych przyjaciół ze szkolnej ławy.. I nagle pojawia się on- nie idealny, długowłosy chłopak w czapce z daszkiem. Tomek tak właśnie się nazywał.
-Dziewczyny..
-Tak Lena? Spytałam obserwując rudowłosą.
-Ten Tomek... em.. znajomy Anastazji.. Powiedziała pstrykając palcami.
-Co z nim?spytała Zuza.
-Słodki jest.. powiedziała z rozmarzeniem Anka. Lena badawczo zmierzyła ją wzrokiem.
-Nic takiego.. Może chcesz numer? Powiedziała z wymuszonym uśmiechem.
-No jasne! Co piszemy? Może hej z buziakiem? Albo, albo... zadzwonimy?Nie to głupie. Lepiej napiszmy.
-No to 510... zaczęła rudowłosa ale przerwał jej dzwonek. Czekała nas teraz historia.. Czyli ogólnie luzik, zadanie było zawsze, ale nie koniecznie trzeba było jej odrabiać. Nauczyciel był miły, wesoły i przyjaźnie nastawiony do wszystkich. Wracając lekcja minęła szybko i nawet nie zauważyłam kiedy siedziałam na sofie jedząc pierogi. Potem szybko zrobiłam zadanie i przypomniałam składnie zdania pojedynczego.Potem usłyszałam fragment ulubionej piosenki, która oznajmiała przyjście sms.
"Hej Madziu;* Wybierzemy się na spacer? xx Ann"
"Chętnie.. o której?"
"Teraz pod osiedlowym sklepem, Tomek musi kupić gumy."
"Tomek jak to?"
"No bo.. on mnie zaprosił na spacer, ale ja chcę kogo wziąć on zabiera Anastazję"
"No dobrze... tylko zmienię ubranie"
"Ok czekamy"... No i tak to mniej więcej się zaczęło. Między Anką a Tomkiem. Nasz spacer zaprowadził nas na boisko piłki nożne.. Trwał dosyć długo. Nie obyło się bez przykucia wzroku młodocianych sąsiadek Anki no cóż urozmaicały nasz spacer..
2. "Wspólne kolonie jako początek nowej przyjaźni"
Na te kolonie czekałam od dawna.. Zapisało się pół naszej klasy. Już dzień po zakończeniu roku szkolnego wyruszał nasz autokar do nadmorskiego ośrodka "Marcel" I właśnie tak chciał los. Musiałyśmy się poznać.
-Em.. hej tak sobie myślałam...
-Chcesz być z nami w pokoju?
-Jasne.
Jestem Magda, a ja Roksana. Tak banalny początek znajomości nie znający końca. Kolonie? Były cudne. Nigdy wcześniej tak dobrze się nie bawiłam. Nawet sprawy, które w tamtym czasie nie były zbyt przyjazne dziś wspominamy ze śmiechem na ustach.Nie wiem czy to wina panicznie bojącej się kleszczy dziewczyny w naszym pokoju sprawiła, że były to niezapomniane wakacje ale wiem że należą jej się brawa. Dzięki niej nie było widać smutku na mojej twarzy. Ta dziewczyna potrafiła wzbudzić śmiech nawet w najbardziej ospałych, nie mających chęci do życia. Jak? Sama nie wiem po prostu była. Najbardziej podobała się wszystkim akcja, w której moja ręka została między oknami balkonowymi.
3. "Alladynowe spodenki, czerwona bibuła i deskorolka- czyli nowa mieszkanka naszego osiedla"
Majka... hymm barwna postać. Poznałam ją rok temu.
-Zobacz, kto to?
-Fajne spodnie ma...
-Cicho bądź i patrz.
-Jeździ na desce, spookooo..
Tak niej więcej brzmiały nasze pierwsze komentarze na temat nowej postaci. Za pierwszym razem kiedy z nią gadałam nie było źle, ale później tylko gorzej. Zaczęły się kłótnie o wszystko. Stworzyły dwa zwaśnione rody. Ten kto próbował być bezstronny był skazany na wybór albo odwieczne potępienie... Wielokrotnie próbowałyśmy się godzić. na nic. Po góra tygodniu wszystko zaczynało się od początku i tak w kółko. Przełom nastąpił pewnego wakacyjnego popołudnia, ale o tym później...